Organizacja czasu z Happy Planner’em 2016

happy planner foto1Ufff! minął prawie kwartał od kiedy używam Happy Plannera (HP) – doświadczenie zdobyte – mogę więc recenzować, tak jak obiecałam :) To „ufff” wcale nie wpadło mi tutaj przypadkowo – to wyraz mojej ulgi, że minęła już spora część roku i coraz mniej czasu dzieli mnie od zmiany organizera na inny – lżejszy! Niestety, największą wadą Happy Plannera Day Edition jest waga, która znacząco obniża komfort korzystania z niego! Z przykrością muszę stwierdzić, że gruba, ważąca około 900g księga nie nadaje się do codziennego użytku, a noszenie jej ze sobą jest wręcz niemożliwe (przy codziennym taszczeniu do biura laptopa ważącego około 2,5kg, dodatkowy kilogram w postaci książki to dla mnie naprawdę spore obciążenie). Zaraz za wagą idzie rozmiar – B5, czyli też niezbyt wygodny, zwłaszcza w transporcie – o małej torebce możemy zapomnieć.

Pomyślicie zaraz, że ten Happy Planner to musi być jakaś totalna lipa skoro zaczynam od wyliczania jego wad – tak nie jest. Jest to naprawdę porządne narzędzie do organizacji czasu a jego autorki wypuściły na rynek również wersję Week Edition, którą ma moja koleżanka – ta wersja jest lżejsza i mniejsza, choć z tego co wiem, papier również jest cieńszy i niektóre długopisy przebijają. Jest też wersja 100-dniowa, ale jej zakup od początku nie miał dla mnie sensu – potrzebowałam kalendarza, bo w mojej pracy liczą się konkretne terminy, poza tym zakup trzech takich organizerów na rok byłby zupełnie nieopłacalny ekonomicznie. Sam Happy Planner ogólnie nie jest tani – wersja Day Edition kosztowała 119zł + koszt wysyłki – jest to jeden z najdroższych organizerów-kalendarzy na polskim rynku. Mam styczność z drukiem i wiem ile mniej więcej kosztuje stworzenie, złożenie tego typu kalendarza w całość, wydrukowanie go, oprawienie i pozostałe czynności związane z wypuszczeniem takiego produktu na rynek – niemało, więc akurat rozumiem skąd wzięła się taka cena.

Duża zaleta to możliwość wyboru wersji (Day Edition, Week Edition, 100-days Edition) i okładki plannera (autorki udostępniają 4 wzory, spośród nich każda z nas może wybrać coś dla siebie). Poniższe zdjęcie pokazuje układ stron w wersji dziennej – lista trzech priorytetów i lista spraw to rubryki które wykorzystuję najczęściej choć harmonogram też często mi się przydaje. Codzienne pielęgnowanie wdzięczności, mała przyjemność czy zrobienie czegoś dla zdrowia są ważne dla ogólnego komfortu życia ale przyznam, że zbyt  często nie wykorzystuję tych rubryczek, chyba czas to zmienić i postarać się o większą regularność :) Na każdy dzień roboczy przewidziana jest jedna cała kartka, weekend mamy na jednej – to naprawdę duuużo miejsca i na zadania do wykonania i na dodatkowe notatki.

happy planner inside foto2Jeśli chodzi o stronę graficzną plannera, jest ona bardzo fajnie dopracowana i w większości trafia w mój gust (oprócz ornamentu z kwiatów z pierwszej strony – wydaje mi się, że ten ornament kłóci się z resztą wzorów). Dodatkowe strony takie jak podsumowanie ubiegłego roku, lista planów i celów na bieżący rok, lista, wartości jakimi się kierujemy, lista 100 rzeczy do zrobienia, lista książek i inne są bardzo fajnym dodatkiem i urozmaiceniem – ja lubię opisywać takie rzeczy, więc te strony przydają mi się, bo najlepszy wgląd w siebie uzyskuję pisząc.

happy planner inside foto4Świetna jest strona z 30-dniowym wyzwaniem – uważam ten pomysł za strzał w dziesiątkę, bo od początku roku dzięki tej liście do odhaczania mini-zadań ogarnęłam sporo większych celów jak np. uporządkowanie otoczenia czy podleczenie depresji. Działa to bardzo motywująco, bo stawianie kolejnych „ptaszków” to naprawdę duża przyjemność i zachęta do dalszej pracy bo widzimy ile już osiągnęłyśmy.

happy planner inside foto3W HP podoba mi się też plan miesięczny – wpisuję w nim najważniejsze sprawy do załatwienia. Plan znajduje się na stronie z domowym budżetem, który mi akurat nie pasuje i go zaklejam by mieć miejsce na listę ważnych spraw które muszę zrobić w danym miesiącu.

happy planner inside foto5Dodatkowo w HP znajduje się wiele stron z bardzo przydatnymi poradami, które są tak pięknie przedstawione, że aż chce się do tych porad wracać, co sprawia, że łatwiej je zapamiętać i faktycznie stosować :)

happy planner inside foto1Samo wykonanie Happy Plannera oceniam na 4,5/5 bo mój dotarł do mnie z dużym pęknięciem na styku okładki z wyklejką ostatniej strony – co prawda nie wpływa to na komfort użytkowania i póki co planner się nie rozpada ale niesmak jest. Nie chciałam go zwracać ani reklamować bo zbyt długo na niego czekałam. Wiedziałam na co się piszę z jego ciężarem i wymiarami ale w praktyce okazały się zbyt uciążliwe – lubię ten planner ale w 2017 roku wersji Day Edition już na pewno nie kupię – komfort użytkowania jest w tym przypadku bardzo ważny, bo tego typu pomocnik w organizacji czasu aby był skuteczny powinien towarzyszyć nam cały czas. Kilku rzeczy mi w tym plannerze brakuje a kilka jest dla mnie zbędnych ale wiadomo że każdy ma inne potrzeby więc ich braku nie uważam za wadę.

Ogólnie planner polecam, bo to wciąż jedno z najlepszych narzędzi do zarządzania czasem jakie jest dostępne na polskim rynku – pomaga pamiętać o wszystkim i motywuje do realizowania celów (nie bez znaczenia jest tu prywatna grupa Happy Planner na facebooku – świetna sprawa i dodatkowa zaleta z zakupienia go).

Moje szaleństwa włosowe – czego unikać przy farbowaniu na blond

Nie powiem Wam co prawda jak uzyskać idealny blond domowym sposobem, ale na pewno mogę Was przestrzec i pokazać, co nie działa. Po czterech miesiącach bez farbowania zaczęły mnie mocno denerwować moje ciemne odrosty, których poziom określiłabym na coś pomiędzy 5 a 6-tką. Taki odcień włosów rozjaśnia się trudno i najczęściej po rozjaśnianiu łapie on miedziane odcienie – co zresztą się stało.

moje odrosty1 marzec2016 Czytaj dalej…

Inwestycja w zdrowie – co wybrać?

inwestycja w zdrowie - co wybracIm dłużej o tym myślę, tym mocniej zakorzenia się we mnie przekonanie, że najbardziej widoczne i trwałe efekty poprawy zdrowia dają zupełnie darmowe środki – uprawianie sportu, relaksacja przy użyciu medytacji czy oddychania przeponowego, poświęcanie odpowiedniej ilości czasu na sen, kontakt z naturą, przebywanie na słońcu i prosta dieta. Zaczynam rozumieć, że inwestycja w zdrowie oznacza bardziej koszt utraconych możliwości zarobienia pieniędzy w danym czasie spędzonym na działaniach prozdrowotnych aniżeli na wydawaniu pieniędzy na sztuczne środki utrzymujące zdrowie. Czytaj dalej…

Wyzwanie zdrowotne na marzec

wyzwanie zdrowotne marzec 2016Bycie posiadaczką Happy Planner’a ma wiele zalet – ten kalendarz – planer potrafi znacząco zwiększyć szansę na realizację założonych celów (o HP będzie osobny post – chcę go jeszcze trochę potestować zanim go dokładnie opiszę, recenzja pojawi się na blogu za jakiś czas). Karta pielęgnacji celu to wspaniały pomysł za który jestem bardzo wdzięczna Twórczyniom tego cuda. W styczniu dzięki tej jednej stronie udało mi się ogarnąć bałagan w moim otoczeniu w jakichś 55%, a realizację lutowego planu działań prozdrowotnych oceniłam już na 69%. Jak dla mnie to ogromny sukces, bo ostatnio nie najlepiej się czuję i mimo że z depresji wychodzę, to jednak inne kwestie (problemy zdrowotne Love) poważnie dają popalić mojej psychice. Na ten miesiąc planuję większe niż w lutym zdrowotne wyzwanie – dla mnie dużo większe, bo chcę wprowadzić do mojego życia coś, co wstyd się przyznać ale przez kilka ostatnich lat (!) bardzo mocno zaniedbałam – mowa o wysiłku fizycznym… Czytaj dalej…

Dotarłam do źródła – i co dalej?

dotrzec do zrodlaMinął ponad miesiąc a nie pojawił się tutaj ani jeden nowy wpis – nie myślałam zbyt wiele o blogu, bo przytłoczyły mnie problemy z którymi do dziś sobie nie poradziłam. Z jednej strony chcę tutaj pisać szczerze, jednak chcę też pisać rzeczy przydatne i pomocne a wiem, że ostatnia wersja mnie – ta zupełnie nieogarniająca rzeczywistości nie nadaje się do napisania jakiejkolwiek porady. Bo znów dopadła mnie depresja – tym razem dużo trudniejsza do pokonania niż SAD z tamtego roku – zajadam omega-3 i inne tabletki na kilogramy, codziennie raczę się „cudnym” zielonym smoothie i spędzam czas na świeżym powietrzu. Czytaj dalej…

Marzenia się spełnia(ją) – metoda 7 kroków

marzenia sie spelniaja metoda 7 krokowBywają momenty, że trudno jest mi doceniać to co mam, być wdzięczną za to co otrzymuję od życia, często wkurzam się na siebie, na sytuację, na los, gdy mam pod górkę, jednak z każdym rokiem teoria o prawie przyciągania coraz bardziej się potwierdza i coraz mocniej się we mnie zakorzenia, bo coraz bardziej klarownie dostrzegam, że otrzymuję to, co kiedyś  „zasiałam”. Jakiś czas temu pisałam o tym, co tak naprawdę kształtuje naszą rzeczywistość, konkluzją tego posta było stwierdzenie, że myśli stanowią zalążek, punkt wyjścia do działania i w ten sposób to prawo działa – dobre, motywujące myśli zachęcają do działania, złe i negatywne chęć do działania ograniczają i powodują trwanie w impasie, zastój, smutek, przygnębienie i brak energii. Ostatnio spełniło się/spełnia się kilka moich marzeń i chcę Wam dzisiaj opowiedzieć co mi pomogło/pomaga w ich realizacji i jakie są etapy dążenia do ich spełnienia. Czytaj dalej…

Leczenie ortodontyczne Cz. 10 – update 9 i 11 miesięcy Uwaga! – zdjęcia

napis 11 miesiecy leczenie ortodontyczneDzisiejszy post będzie przydługi, bo publikuję moje przemyślenia sprzed 2 miesięcy czyli po 9 miesiącach leczenia – te które wtedy napisałam ale ich z pewnego względu (brak zdjęć z niepożółkłymi gumeczkami :P) nie opublikowałam i przemyślenia które mam w chwili obecnej czyli po 11 miesiącach. Podzielę post na dwie części: Czytaj dalej…

7 wymarzonych torebek

Dziś, w Mikołajki zaskoczę Was odmiennym postem – takim typowo babskim, bo mimo całego zamieszania z pracą, dodatkowa kasa pozwoliła mi wrócić na ścieżkę bycia „rasową kobietą” (zakupy, fryzjer, kosmetyczka – aaach tak miło jest móc znów to robić), co bardzo mi się podoba i gdyby kasa sama płynęła (;)) a ja miałabym więcej czasu, pewnie sporą jego część spędzałabym na zakupach. Nie wracajmy jeszcze do rzeczywistości – dziś pokażę Wam listę moich wymarzonych torebek – w większości wcale nie są to modele z najnowszych kolekcji, niektóre są już dość długo obecne na rynku – nie śledzę trendów, ani za bardzo się nimi nie interesuję więc fashionistka/trendsetterka ze mnie żadna. Jednak przez te parę lat dorosłego życia wyrobiłam sobie jakiś tam swój gust i styl więc post spokojnie mogę Wam pokazać. Jego tworzenie to była sama przyjemność – oderwanie się od pracy i od myślenia o niej, wkręcenie się totalne w „babskie sprawy”, puszczenie wodzy fantazji, beztroskie surfowanie po necie w poszukiwaniu pięknych stuffów – to jest to co taka tygrysiczka jak ja lubi najbardziej :) Zaczynamy?

moje wymarzone torebki 7 2015 Czytaj dalej…

STOP! Co ja robię?

stop co ja robieDzisiejszy post wystukuję do Was z telefonu, leżąc w łóżku. Wiem,że malutko mnie tutaj ostatnio, wiem też, że większość z Was odeszła stąd, bo nie oszukujmy się – zaniedbałam bloga, nie dodawałam nowych postów praktycznie wcale, rozwoju bloga w jakimkolwiek kierunku było zero – zaniedbałam bloga, Was Drodzy Czytelnicy, a co jeszcze gorsze – zaniedbałam siebie. Nie zrobiłam tego z premedytacją – po prostu w ciągu ostatnich kilku miesięcy poświęciłam się czemuś innemu bardzo mocno i na wszystko inne brakło mi czasu. Dziś nadszedł dzień, w którym organizm powiedział mi STOP – czuję się wykończona, wyjałowiona z sił i emocji, czuję się tak jakbym miała nawrót mojego koszmaru z przeszłości – CFS’u. W imię czego to wszystko? Czytaj dalej…